
dziś byłem w pewnym parku. park nazywał się Gurras, i był trochę przerażający. gdy poszedłem pooglądać sobie ten nadzwyczaj "uroczy" teren, nagle, przede mną przeleciała meszka, a nad nią wisiała mała antenka. strasznie spodobała mi się ta meszka, ponoć miała tą śmieszną antenkę na głowie. gdy wreszcie po kilku minutkach ją dogoniłem, złapałem ją za antenkę i rozszarpałem. nagle, wyskoczyło z meszki coś, co przypominało pchełkę. przez chwilę wymachiwało na mnie małą ręką, po czym sobie poszło. byłem daleko od wejścia lecz moja "drużyna" mnie odnalazła, i wróciliśmy razem do domku...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz